Brave Kids w Gruzji za nami

TEKST: Iwona Frydryszak

Uroczyście zakończyliśmy Brave Kids w Gruzji rozdaniem dyplomów dla uczestników, wolontariuszy i liderów grup. Brave Kids Achalciche to dwadzieścioro czworo uczestników, trzech liderów grup, dziewięć rodzin goszczących, sześciu wolontariuszy, jedna koordynatorka lokalna, jedna szefowa organizacji partnerskiej, jedna instruktorka artystyczna Brave Kids i ja – osoba, która wymyśliła sobie by Brave Kids odbył się w Gruzji.

Jak doszło do Brave Kids w Gruzji. Czytaj Rośniemy! Brave Kids w Gruzji.

IMG_20160626_181804.jpg
fot. Mary Sadowska

Warto było. Wzrusza mnie rosnące sukcesywnie otwarcie chłopców z Tbilisi. Po trzech dniach stania z boku, zdystansowania, niewielkiego zainteresowania zajęciami i projektem, Brave Kids wydobył z nich otwartość na innych ludzi, chęć dzielenia się swoimi umiejętnościami i czerpania z różnych kultur.  14- letni chłopak, który na co dzień zmaga się z ubóstwem i wykluczeniem społecznym, mówi, że nigdy nikt tak dobrze nie traktował go w życiu, jak osoby, które spotkał podczas tego lata w Achalciche. Innym razem wyznał, że nigdzie nie znajdzie takich przyjaciół jak podczas projektu.

1466761638_festivali.jpg
źródło: sknews.ge

Dla młodych muzyków, którzy grają na tradycyjnym gruzińskim instrumencie panduri,  było to pierwsze międzynarodowe doświadczenie i okazja  by poznać rówieśników z innych krajów świata. Wzrusza mnie udział tych dzieci, bo pracując od 2011 roku przy organizacji Brave Kids, mogę stwierdzić, że dla takich grup robimy ten projekt. Wzrusza mnie to tym bardziej, że w ciągu pierwszych, trudnych trzech dni z integracją chłopców, pojawiała się w naszych głowach i głowach lokalnych organizatorów myśl by tę grupę odesłać z powrotem do domu. Zostali i są dla mnie żywym potwierdzeniem na to, że warto było zrobić Brave Kids w Gruzji.

IMG_20160628_180317.jpg
fot. Mary Sadowska

Mary zauważa, że dzieci otwierają się nie tylko na inne kultury i sposoby doświadczania  świata, ale też na dzielące ich różnice ekonomiczne i społeczne. Jak okazało się po jakimś czasie, tbiliscy chłopcy stali z boku z dwóch powodów. Pierwszym był lęk i nieśmiałość. Drugim – poczucie niższości, także tej ekonomicznej właśnie. Pozostałe grupy w pierwszej chwili tego nie widziały. Po jakimś czasie zauważyły to dzieci z Polski  i wykazały się wyczuciem i wrażliwością na swoich rówieśników. Zamiast zamówić coś w restauracji w miejscu, które pojechaliśmy odwiedzić zaproponowali by zorganizować wspólny piknik, na który każdy coś przyniesie. Nauczyli się szukać rozwiązań, które dostępne są dla wszystkich.

IMG_20160626_181805.jpg
fot. Mary Sadowska

Wzruszam się na wspomnienie ormiańskiej piosenki, którą wykonywały dzieci w finałowym spektaklu. W czasie próby w sali gimnastycznej  w szkole za każdym razem gdy ją słyszałam, przechodziły mi ciarki po plecach i napływały łzy do oczu. Mary usłyszała jak dziewczynki nuciły ją w czasie przerwy w zajęciach i zdecydowała się wykorzystać ją w finałowym spektaklu. To piosenka o miłości, która powstała w czasie ludobójstwa na ludności ormiańskiej w Imperium Osmańskim w czasie I wojny światowej w latach 1915–1917. Nuciły ją dziewczynki z ormiańskiej diaspory, które do niedawna mieszkały na Ukrainie, a do Achalciche przyjechały do krewnych uciekając przed obecną wojną.

Smuci mnie to, że podczas finałowego spektaklu w Twierdzy Rabati, w amfiteatrze pieśń ta nie wybrzmiała tak jak podczas prób w sali gimnastycznej. Ze względów technicznych widzowie nie mogli doświadczyć tych emocji, których mi dzieci dostarczały w trakcie zajęć. Brak odpowiedniego nagłośnienia i monumentalna przestrzeń przytłoczyły ten moment spektaklu.  Jednocześnie wzrusza mnie to, że w wyrazie dzieci w trakcie wykonywania tego utworu w Rabati było to co zawsze – solidarność, jedność, zaangażowanie i stanie całym sobą w obronie tożsamości przedstawicieli kultury, z której pochodziła ta piosenka.

Mary mówi, że niezwykle istotne jest egzekwowanie od naszych partnerów ustaleń dotyczących podstawowych kwestii technicznych – jakiego rodzaju sprzęt i w jakich miejscach jest potrzebny. Bardzo utrudnia prowadzenie zajęć brak głośników. Frustrujące jest przeprowadzenie parady z chwilą, kiedy głośniki tam przywiezione okazują się być tak ciche, że dzieci nie słyszą muzyki, do której występują. Trochę trudno się odnaleźć z chwilą, gdy w miejscu, w którym za godzinę ma odbyć się spektakl, gdzie dzieci wcześniej nie ćwiczyły , trwają zdjęcia do bollywoodzkiego filmu. W Gruzji żadne z tych kwestii nie były oczywiste. O wiele rzeczy dopominać trzeba było się kilka razy. Jedyną tutaj receptą było założenie, że nic nie jest na pewno, a wszelkie prośby, czy wymagania techniczne trzeba bardzo precyzyjnie przedstawiać.

1467133591_brave_kids_000.jpg
źródło: sknes.ge

Mary Sadowska była jedyną instruktorką artystyczną w Achalciche. Warsztaty Brave Kids w naszej siedmioletniej historii zawsze prowadziły dwie osoby. W Gruzji, ze względu na brak  wystarczających środków finansowych, zdecydowaliśmy się zaryzykować i wysłać jedną osobę. Wybór padł na Mary – jedyną rosyjskojęzyczną instruktorkę Brave Kids. Samodzielnie prowadziła zajęcia z grupą dwudziestoczteroosobową. Dodatkowo na przygotowanie z dziećmi spektaklu miała rekordowo mało czasu. W Gruzji  projekt trwał 10-dni, z czego Mary miała jedynie 5 pełnych dni warsztatowych (od 10:00 do 17:30). Efekt warsztatów był wspaniały. 20-minutowy spektakl, w którym znalazły się elementy każdej z kultur, był wzruszający, profesjonalny i pełen radości.

Refleksje Mary z Gruzji pod linkiem: Pierwsze kroki Brave Kids w Gruzji oraz Na betonie, czy na deskach?

Podczas Brave Kids w Gruzji nie byłyśmy tylko „staff’em”. W Gruzji byłyśmy również goszczone (głównie w związku z tym, że projekt realizowałyśmy niskobudżetowo). Każda z nas, podobnie jak uczestnicy projektu, miała swoją rodzinę goszczącą, która nas karmiła i zapewniała dach nad głową. I tu pojawiało się wyzwanie międzykulturowe, gdyż trudno było wytłumaczyć naszym gospodarzom, że w w Gruzji, w czasie wolnym, najbardziej interesują nas spacery wśród przepięknej kaukaskiej przyrody zamiast jazdy samochodem, a spożywanie dziesięciu chinkali i chaczapuri przed snem nie służy naszemu zdrowiu. Z drugiej strony stałyśmy się częścią gruzińskiej rodziny, nie tylko tej u której mieszkałyśmy, ale całej miejscowości.

13438951_621324454690896_6084243964179025211_n.jpg
Od lewej: Mary, Tsira, Iwona i Nina

Ze znalezieniem rodzin goszczących nie było w Achalciche łatwo. Zresztą, przy 7-edycji Brave Kids w Polsce też nie we wszystkich miastach udało się znaleźć domy dla dzieci od razu. Tsira, szefowa Toleranti zaproponowała by za rok zorganizować projekt w Bordżomi w formie obozu Brave Kids bez elementu goszczenia dzieci przez lokalnych mieszkańców. I tu pojawia się we mnie wielka niezgoda. Rodziny goszczące to dla uczestników niezwykła wartość. Dzieci wychowywane przez samodzielnych rodziców mogły doświadczyć pozytywnego wzorca dużej, wielopokoleniowej gruzińskiej rodziny. Dzieci osamotnione spotkały się z ciepłem i bliskością. Wszystkie dzieci poznały kulturę kraju od podszewki i nie zamieniłyby tego na najlepszy hotel.

Brave Kids w Gruzji pokazuje, że projekt jest uniwersalny i możliwy do zorganizowania w odmiennym kulturowo i ekonomicznie miejscu niż Europa Środkowa. Brave Kids w Gruzji to mój wielki sukces i osobiste szczęście. Dziękuję Tsirze, Tako, Tamo i Mary za ogromne zaangażowanie, wiarę i radość z projektu. Zapraszamy do współpracy.

IWONA STANKOVA – organizuje Brave Kids od 2011 roku.

Zapisz

Zapisz

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s