Wolontariat Brave Kids: jeden długi sen

Cześć, jestem Jędrek. Gdybyś zapytał mnie o to na początku czerwca 2013 odpowiedziałbym tak samo, ale z tamtym chłopakiem łączy mnie już tylko imię i ruda czupryna na głowie. Kilka miesięcy wcześniej zdecydowałem się, żeby w trakcie wakacji popracować trochę jako wolontariusz. Wybór padł na CETS w Krośnicach, gdzie okazało się, że potrzeba wolontariuszy do finałowego etapu Brave Kids. Rok wcześniej całkiem przypadkowo trafiłem na próbę generalną przed finałem BK 2012. Spodobało mi się, nawet bardzo, ale nie aż tak, żebym bardziej zainteresował się projektem.

092_2015_07_09_Brave_Kids_Zagórze_9905

Przełamywanie swoich słabości

To było niesamowity tydzień pełen bardzo ciężkiej pracy i „łatania dziur”. Zawsze miałem barierę językową, nie rozmawiałem po angielsku mimo tego, że uczyłem się go od wielu lat. Tutaj nie ma czasu na rozczulanie się nad sobą i wymyślanie sztucznych problemów. Zaraz po rozpoczęciu zajęć przychodzi do mnie jeden z chłopaków z Izraela, żeby czegoś się dowiedzieć. Wtedy zapominam o wstydzie i innych czynnikach powodujących moją wstrzemięźliwość w używaniu języka angielskiego. Przez następne kilka dni robię mnóstwo rzeczy po raz pierwszy w życiu i uwielbiam to!

Coś tu nie gra?

Z powodu natłoku obowiązków nie poznaję zbyt dobrze nikogo spośród liderów ani uczestników. Na to muszę poczekać do kolejnej edycji. Po udziale w Brave Kids nie zostaje mi prawie nic z tego, jak widziałem świat. Otwieram rano drzwi do sali prób, podchodzi do mnie mała Azjatka i i mówi do mnie po czesku, że kręcę kluczem nie w tą stronę. Ulubioną piosenką Hindusa słuchającego Justina Biebera jest „Měla babka čtyři jabka”. Dzieciaki z Zimbabwe, Chin czy Rumuni różni tylko wygląd, bo w środku są takie same. Co tu się dzieje?

2014_07_11_Brave Kids_Grand Final_1751.jpg

Projekt się kończy i bardzo mi czegoś brakuje. Pierwszy dzień snuję się po domu jak duch, nie wiem co ze sobą zrobić. Ale to po jakimś czasie to mija. Znowu wracam do „prawdziwego życia”.

Co dalej?

Przychodzi czas na chłodną analizę. Z organizatorami z Krośnic pracowało mi się źle. Nie wezmę udziału w kolejnej edycji. Ale wiesz co? Nadchodzi marzec, wchodzę na stronę Brave Kids i widzę pierwszą ogłoszoną grupę, która ma przyjechać na edycję 2014. I co? Od razu dzwonię do CETSu i zgłaszam się jako pierwszy. Dodatkowo namawiam kilkoro kolegów i koleżanek. To jest jak przebudzenie z zimowego snu. W tamtym roku zima była dla mnie totalnie nijaka. Próba dożycia do wiosny. Najpierw pojawiają się plakaty dotyczące Gitarowego Rekordu Guinessa, w którym biorę udział od początku liceum. To jak światełko w tunelu. Zgłoszenie na Brave Kids jest jak zapalenie wszystkich świateł, latarek, świec i zapalniczek …

Kolejna edycja

Zaczyna się. Od razu wracają wszystkie emocje sprzed roku. Czyste szczęście, całkowita adrenalina. Przyjeżdżają starzy znajomi, Olina, Ruxi, Jagdish, Daphna i kilkoro dzieciaków z poprzedniej edycji. Do tego niesamowite nowe grupy, jak roztańczone dzieciaki od Johna z Ghany, czy radośni podopieczni Anju z Nepalu. Kolejne niezwykłe dni. Dzieciaki z Ghany jeżdżące w każdej wolnej chwili na rowerach stojących pod salą, Wania i Sasha, którzy nie chcą brać udziału w zajęciach, Ana próbująca dogadać się z nimi po polsku, wizyta z Tijaną z Bośni i Hercegowiny w szpitalu, marokański bęben spalony podczas rozgrzewania 10 minut przed spektaklem finałowym…

2014_07_09_Brave Kids_Krośnice_Parada_1434.jpg

 Nagle koniec. I znowu jest bardzo ciężko.  Tym razem ten stan utrzymuje się dłużej. Ale tak jak poprzednim razem, trzeba wrócić do zwykłego życia.

Kolejna wiosna. W pewnym momencie na facebooku pojawia się informacja o spotkaniu dla potencjalnych rodzin goszczących. Przychodzę, wokół nowe twarze, znam tylko Anę. Po obejrzeniu filmu podchodzę porozmawiać, poznaję Magdę i Justynę. Od razu wiem, że w tym roku będzie inaczej, ich entuzjazm jest gigantyczny. Po wyjściu ze spotkania od razu dzwonię po wszystkich moich kumplach, którzy byli wolontariuszami w Krośnicach rok wcześniej. Udaje mi się namówić Izę, Anię i Judytę. Po jakimś czasie przychodzę do biura i poznaję ostatni element układanki – Martę. Dalej szkolenia, spotkania i wreszcie nadchodzi tak długo wyczekiwany dzień.

Brave Kids w 2015

19 czerwca 2015, zaczynają przyjeżdżać grupy. Witam grupę z Maroko, Sankt Petersburga i Koszyc. Start warsztatów, zaczynamy się poznawać. Tym razem wszystko jest świetnie zorganizowane, pracy jest naprawdę niewiele. We Wrocławiu natychmiast odnajduję wspólny język z grupami ze Lwowa i Koszyc. Cudowne dwa tygodnie mijają bardzo szybko. Mam szansę robić to co lubię, odpowiadam nawet za światło i dźwięk do spektakli półfinałowych. Od dzieciaków, liderów i wolontariuszy dostaję tyle energii, że nie jest dla mnie żadnym problemem spędzić cały dzień na warsztatach, wrócić do domu, przespać się godzinę, uczyć się całą noc, rano pisać egzamin i prosto stamtąd iść z powrotem na warsztaty.

2014_07_09_Brave Kids_Krośnice_Parada_1444.jpg

Zagórze

Jedziemy do Zagórza. Pierwsza nowa osoba jaką tam spotykam to Irina, liderka grupy z Równego, która staje się dla mnie niesamowicie ważną osobą. Mieszkam w multi-kulti domku.

W pokoju mam mojego małego ukraińskiego brata Daniego, obok mieszkają chłopaki z Iranu, a pod nami Estończycy i Rumuni. Z dzieciakami i liderami dogadujemy się wspaniale. Na początku mamy tylko trochę zarzutów względem wolontaiuszy z Wałbrzycha, jednak w końcu i z nimi znajdujemy wspólny język. Jest sporo pracy, jednak wspólnymi siłami dajemy radę. Przeżywam najwspanialszy tydzień mojego życia. I znowu wszystko się kończy. Ale czy na pewno? Nie, tym razem jest inaczej.

Wakacje śladami Brave Kids

Jadę do Koszyc, do Lwowa, do Równego. Moi międzynarodowi przyjaciele przyjeżdżają do Wrocławia. Małe mieszkanie Iriny, Siergieja, Daniego i Sashy staje się miejscem, w którym czuję się jak w domu. Wyjeżdżając z Ukrainy nawet nie jest mi smutno, bo wiem, że wrócę za kilka miesięcy. Ale najważniejsza różnica między tą edycją a poprzednimi jest inna. Już nie wróciłem do szarej rzeczywistości. Dalej żyję w kolorowym śnie, który zaczął się od podania ręki Magdzie i Justynie ponad roku  temu. A może po prostu ten sen stał się moją rzeczywistością?

TEKST: Jędrzej Wołk, wolontariusz Brave Kids od 2013, Brave Kids Stage Manager od 2015. 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s